SEARCH

URODA

Opalona mama

LIFESTYLE URODA 2015-07-07 4 Comments

 

O tym, że jestem w ciąży dowiedziałam się w Tajlandii, podczas naszych miesięcznych wakacji. Moje ciało dawało mi to do zrozumienia, także zrobienie testu było tylko formalnym potwierdzeniem. Poza mdłościami, pojawiły mi się przebarwienia skórne, których nigdy nie miałam. Najprawdopodobniej hormony sugerowały, że mają dosyć słońca, którego – powiedzmy sobie szczerze – ciężko w tropikach uniknąć.

Teraz nareszcie i do Polski wpadło trochę więcej słońca, a tymczasem ja mam ochotę na złotą opaleniznę jak wtedy, na niebiańskiej plaży. Jednak opalanie w ciąży jest bardzo niewskazane, z resztą nawet nie wyobrażam sobie klasycznego smażingu – plażingu w 9-tym miesiącu. Szczerze mówiąc, to wręcz unikam mocnego słońca, jak tylko daję radę, bo fizycznie jest to mocno męczące. Zatem zdradzę Wam sekret…

JAK OSIĄGNĄĆ ZDROWĄ OPALENIZNĘ… BEZ OPALANIA

Standardowym sposobem, jest dobry samoopalacz. Wiem, że część z Was jest zrażona powstawaniem przebarwień i smug. Ja zaopatrzyłam się w specjalną rękawicę pozwalającą na równomierne roztarcie samoopalacza i tym sposobem udaje mi się uniknąć wpadek. Największym minusem jest jego zapach, który niestety towarzyszy nam przez cały dzień.

Drugim świetnym sposobem, który niedawno odkryłam jest opalanie natryskowe „Fake Bake”. Polega na spryskaniu ciała mgiełką opalającą przez przeszkoloną w tym celu kosmetyczkę. Efekt widzimy momentalnie. Opalanie trwa ok 10 minut. W tym czasie kosmetyczka mówi nam dokładnie w jakich pozach należy stanąć, aby równomiernie nanieść na nas kosmetyk. My znajdujemy się w ciemnej kabinie. Efekt tuż po wykonaniu zabiegu, jest bardzo szokujący!

 

 

JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO OPALANIA NATRYSKOWEGO FAKE BAKE

     

  •  Przede wszystkim wybierzmy salon, który ma dobrą renomę i chwali się pozytywnymi opiniami.
  •  Kosmetyczka tuż przed opalaniem wykona na sucho peeling naszego ciała. Możemy oczywiście zrobić go same w domu.
  •  Przed zabiegiem umyjmy całe ciało płynem… do higieny intymnej.
  •  Nie nakładajmy na skórę żadnych kremów i dezodorantu. Zmyjmy dokładnie makijaż. Przed udaniem się na opalanie nie możemy mieć na skórze także innego samoopalacza ani perfum; skóra musi być w naturalnym stanie.
  •  Załóżmy ciemne i luźne ubrania, ponieważ mogą się przebarwić (ale spokojnie, da się odprać).
  •  Najlepiej wykonać zabieg w godzinach porannych w nieupalny dzień.
  •  Przez 6-8 godzin po opalaniu nie należy mieć kontaktu z wodą, bo pojawiają się zacieki, które mogą mieć wpływ na regularne wniknięcie kosmetyku w skórę.
  •  Salony oferują jednorazowe klapki oraz bieliznę. Jeśli zdecydujecie się jednak na własną bieliznę pamiętajcie, aby była ciemna.
  •  Możemy opalać się w staniku lub topless.
  •  Efekt opalenizny utrzymuje się do 2 tygodni.

 

Opalanie natryskowe Fake Bake jest nieszkodliwe dla kobiet w ciąży!

Na zakończenie dodam, że efekty są zdecydowanie lepsze, jeśli odpowiednio dbamy o skórę przed i po zabiegu. Codziennie nawilżajmy skórę balsamami, będzie jędrniejsza, a opalenizna będzie wyglądała zdrowo. Po około 5 dniach od zabiegu powinnyśmy zacząć złuszczać naskórek peelingiem, wtedy równomiernie pozbędziemy się pigmentu.

Ja jestem totalnie blada, dlatego efekt był zdumiewający i wyraźny. Na drugi dzień opalenizna wyglądała dużo naturalniej (po zmyciu pierwszej warstwy).

Grunt, to pielęgnacja! Pamiętajmy, żeby dbać o siebie na co dzień. Opalanie to piękny dodatek :)

W Lublinie opalanie natryskowe Fake Bake wykonacie w salonie Mani & Pedi. Polecam bardzo gorąco, u mnie kolor rozwinął się bardzo naturalnie i bez zacieków. Kosmetyczka poinformowała mnie o wszystkich najważniejszych kwestiach przed rozpoczęciem opalania i wykonała go precyzyjnie.
Szczerze mowiąc przed zabiegiem byłam nastawiona nieco sceptycznie i bałam się powstania smug. Wyszło przepięknie i dlatego postanowiłam o tym napisać.
Dbajmy o siebie! :)

 

 

Hity w kosmetyczce – Zoeva, The Balm

URODA 2015-06-10 5 Comments


Nareszcie w moje łapki wpadły jedne z najbardziej znanych pędzli do makijażu.
Vlogerki urodowe na całym świecie rozpływają się nt. pędzli Zoevy.
Raz byłam nimi malowana przez wizażystkę i to przegięło szalę.
Mimo, że mam swoje sprawdzone Hakuro, postanowiłam rozszerzyć zestaw o kilka nowych pędzli.

Zdecydowałam się na komplet Zoeva Classic, do którego dokupiłam jeszcze pędzel do brwi.
Jak na ten moment, po tygodniu użytkowania, sprawdzają mi się rewelacyjnie.
Są mięciutkie, dobrze wykonane i łatwe w czyszczeniu.
Najgorzej na ich tle wypada pędzel do podkładu, którego włosie jest dla mnie niestety sztywne i kłujące, więc nakładanie podkładu nie jest komfortowe, ale w tym celu używam niezastąpionego Beauty Blendera.

Kolejnymi nowościami są produkty The Balm – bronzer Betty-Lou Manizer i rozświetlacz Mary-Lou Manizer.
Światowe hity; kuszące must have. Pigmentacja jak marzenie, a efekt utrzymuje się na twarzy calutki dzień w pięknym stanie.
Rozświetlacz i-de-al-ny, jakiego szukałam latami.
A bronzer w połączeniu z pędzlem Zoeva Luxe highlight 105 nakłada się mega precyzyjnie i wygląda naturalnie.

 

 

Przepiękny, marynarski manicure, to dzieło Mani&Pedi Instytut <3

I mój asystent podczas zdjęć…

 

Keratynowe prostowanie włosów – moja opinia

LIFESTYLE URODA 2015-05-21 35 Comments


Z napisaniem tego posta czaiłam się dobre kilka miesięcy. Chciałam przedstawić Wam relację z perspektywy czasu, po zrobieniu dwóch zabiegów keratynowego prostowanie włosów i całkowitego przejścia z powrotem do ich naturalnego stanu. Weźcie pod uwagę, że moja opinia jest wyłącznie moją opinią ;)


Zacznijmy od tego, na czym polega zabieg…

Na włosy nakładana jest solidna ilość preparatu zawierającego keratynę i wprasowywana za pomocą rozgrzanej do 230 stopni C prostownicy. Keratyna w ten sposób wnika w strukturę włosa i dokładnie wypełnia wszelkie ubytki. Włosy muszą zostać całkowicie wysuszone suszarką nastawioną na chłodną / średnią temperaturę nawiewu.
Zabieg jest więc alternatywą dla stylizacji prostownicą czy sztucznych, chemicznych preparatów prostujących używanych np. podczas tzw. trwałej prostującej, gdzie wykorzystuje się kremy prostujące, które obciążają włosy i nie dają tak naturalnego efektu jak keratyna. Na 2 tygodnie przed i po keratynowaniu nie powinno się wykonywać koloryzacji. Do 3 dni po, nie myjemy włosów, nie wiążemy w kucyk i nie ugniatamy.

Stan moich włosów przed zabiegiem

Z mojego punktu widzenia prostowanie keratyną było idealnym, doraźnym rozwiązaniem dla mojego rodzaju włosów, które były cienkie, suche, matowe, końcówki często się rozdwajały i generalnie wyglądały jak sianko, były co prawda proste, ale nie wyglądały korzystnie, jeśli wiecie o co mi chodzi. Decyzja – ściąć albo keratynować. A że lubiłam moje długie włosy i nie potrafiłam się z nimi rozstać, postanowiłam poddać je temu drugiemu.

Pierwsze prostowanie keratyną

Po pierwszym zabiegu prostowania, który wykonałam rok temu, widziałam wyraźną poprawę w ich wyglądzie i szczerze mówiąc nigdy nie uzyskałam tak idealnego efektu po prostowaniu prostownicą. Czułam się świetnie, bo wiedziałam, że nie muszę z nimi kompletnie NIC robić, a wyglądały, jakbym codziennie rano wychodziła od fryzjera. Włosy były gładkie, jędrne, lejące, błyszczące i wizualnie – bardzo zdrowe.

Spędziłam wtedy ok. 3-4 godzin na fotelu w salonie fryzjerskim w Lublinie. Po wykonaniu zabiegu dostałam dokładne instrukcje, jak pielęgnować i dbać o włosy, aby zabieg utrzymał się jak najdłużej. I rzeczywiście ku mojemu zadowoleniu, utrzymał się około 5 miesięcy stopniowo tracąc początkowy efekt poprzez wypłukiwanie się keratyny z łusek włosa, co jest naturalnym zjawiskiem. Stosowałam wtedy specjalny szampon przeznaczony do włosów pozabiegowych. Może pamiętacie posta o mojej pielęgnacji włosów – możecie w nim zobaczyć zdjęcia zrobione chyba po 1-1,5 miesiącu od pierwszego prostowania.

Drugie prostowanie keratyną

Drugi zabieg wykonywałam w salonie Antonio Rosselli w Warszawie, tuż przed wyjazdem do Tajlandii. Fotencje z tej wizyty widzicie właśnie u góry. Tym razem przy zastosowaniu innych preparatów i formy niż za pierwszym razem. Zabieg trwał zdecydowanie krócej, bo tylko około godziny i keratyna była nakładana jednokrotnie (przy pierwszym prostowaniu fryzjerka nakładała mi dwie warstwy, podwójnie je prostując i susząc). Nie czułam też żadnego, nieprzyjemnego zapachu. Moją największą obawą było to, że w przeciwieństwie do pierwszego zabiegu, nie będzie on tak skuteczny i długotrwały. I faktycznie, po powrocie z Tajlandii moje włosy były już bez śladu wygładzenia. Przypuszczam, że największy wpływ miały na to moje codzienne (liczne) kąpiele na zmianę w słonej morskiej, to chlorowanej basenowej wodzie. Plus narażenie na mocne słońce, czyli naprzemienne nagrzewanie ich, chłodzenie i moczenie skutecznie wyzbyły je oczekiwanego efektu.

Plusy i minusy

Niewątpliwie włosy po zabiegu są w rewelacyjnym stanie. Na pewno nie zawahałabym się nad powtórzeniem prostowania i tak jak pisałam, byłam bardzo zadowolona z efektów.

Niestety preparaty keratynowe zawierają zarówno pielęgnujące olejki, jak i toksyczny formaldehyd, który działa jak laminat, otaczający włos. Pamiętam, że podczas wykonywania zabiegu mocno wietrzyłyśmy z fryzjerką pomieszczenie, bo zapach rozgrzanego kosmetyku przy prostowaniu przypominał smród cebuli i niestety wywoływał taką samą, łzawiącą reakcję, więc oddychałam przez ręcznik papierowy, żeby tego nie wdychać.

No i jest też fakt, że zabieg jest zabiegiem doraźnym – wizualnie od razu widzimy ogromną zmianę w strukturze włosów, ale musimy mieć świadomość, że zdrowy wygląd niekoniecznie je takimi czyni. Wtłaczamy brakujący budulec, który się wypłucze i po tych kilku miesiącach prawdopodobnie zobaczymy ich poprzedni stan, czyli możemy oczekiwać efektu joja.

Podsumowanie

Reasumując, keratynowe prostowanie jest świetne przy miejskim trybie życia. Zdecydowanie polepsza wygląd włosów i świetnie sprawdza się w przypadku kobiet, które nie lubią poświęcać dużo czasu na poranną stylizację. Trzeba oczywiście odpowiednio je pielęgnować, najlepiej szamponem i odżywką bez parabenów. Musimy ograniczyć też kąpiele w słonej lub chlorowanej wodzie.

Mam nadzieję, że jasno się rozpisałam i zawarłam wszystkie istotniejsze informacje. Szczerze mówiąc bardzo chciałam powtórzyć teraz keratynkę, ale powstrzymuję się ze względów ciążowych. Nie chcę narażać zdrowia maleństwa na działanie chemii zawartej w preparatach prostujących. Pewnie kiedyś się jeszcze zdecyduję :)

Leczniczy manicure – na zdrowie!

URODA 2014-11-03 1 Comments

A

 

Dowiedziałam się o nim przez przypadek. Postanowiłam przedwakacyjnie zadbać o wygląd dłoni.
Siedziałam właśnie na fotelu u manicurzystki, która odziewała moje paznokcie w xyz z kolei hybrydę.
Ja jak zwykle zadowolona, nastawiona na efekt jak z reklamy, z nadzieją na piękne paznokcie przez najbliższe 2 tygodnie.
Obok mnie była druga klientka z pięknymi, długimi i naturalnymi paznokciami. Wykonywała manicure… leczniczy.

Pewnie niejedna z Was ma lepsze lub gorsze doświadczenia z manicurem hybrydowym, żelowym, czy akrylowym. Na rynku kosmetycznym jest wiele firm i stylistek po kursach stylizacji paznokci, których polityka opiera się na ilości, a nie na jakości wykonania.
Paznokcie po takich stylizacjach są często osłabione i wysuszane. Mechanicznie niszczona jest struktura naturalnej płytki poprzez przepiłowywanie pilnikiem/frezarką.

Sama mam bardzo cienkie i kruche paznokcie. Malowanie ich różnymi sposobami na okres ok. 2 tygodni utwardzało je doraźnie, ale tuż po zdjęciu warstwy koloru kryła się pod nią płytka paznokcia miękka jak kartka papieru. Dosłownie.
Niestety często kosmetyczki idą za modą, a nie za faktycznym dbaniem o paznokcie klientek i mimo, że mają możliwość inwestycji w preparaty nieszkodzące – wybierają te zawierające szkodliwe kwasy, które są tańsze, aby wyjść na tym z większym zyskiem dla siebie; takie biznesy.

Gdybym wiedziała, że mam alternatywę i nie muszę rezygnować z długoterminowego manicuru (czy to słowo się w ogóle odmienia? #problemypierwszegoświata), zdecydowałabym się duużo wcześniej. Bo, nie oszukujmy się, ogarnięcie dłoni raz na 2 tygodnie, to ogromne udogodnienie. Zwłaszcza dla matek, które chcą być zadbane, a często nie mają czasu na babskie sprawy, które są odkładane na potem. Znam to.

 

C

D

I

 

Parę słów, na czym właściwie polega STYLIZACJA LECZNICZA.
Prosto na naturalną płytkę nakładamy specjalny żel bezkwasowy, który utwardzamy w lampie UV. W tym tkwi różnica – w składzie kosmetyku. Jest elastyczny, dzięki temu pracuje razem z płytką paznokcia. Wygląda bardzo naturalnie i estetycznie. Wizualnie nie różni się od hybrydy.

Wynik usługi stylistki takiej stylizacji ma być porównywalny z pracą dermatologa, co przekłada się na zadowolenie klienta i podkreśla profesjonalizm usług i samego gabinetu kosmetycznego.
Taką stylizacją możemy „naprawić” paznokcie rozdwojone, zniszczone, łamliwe, suche, zniekształcone… Dzięki temu możemy zatrzymać proces starzenia się płytki. Żel zabezpiecza ją przed czynnikami zewnętrznymi, m.in.: kurzem, detergentami, a nawet wodą, która wysusza płytkę.

Zapytacie, ile można taki żel bezkwasowy nosić na paznokciach? Można cały czas. Płytka oddycha i jest odżywiona już od macierzy dzięki naturalnym składnikom, które są żelu.
Klientka odnawia manicure w zależności od tego, jak szybko rośnie paznokieć – ok. raz na 2-3 tygodnie.

Jeśli chodzi o faktyczną różnicę, którą widzę u siebie – jest zauważalna. Manicure bezkwasowy wykonuję od czerwca, czyli prawie pół roku. Nie widzę żadnego pogorszenia stanu paznokci, jak w przypadku zwykłego żelu. Wręcz przeciwnie – płytka jest twardsza nawet w okresie „sauté”.

 

L

K

 

Dlaczego o tym piszę?

Myślę, że warto rozszerzyć tę ideę szerszemu gronu. Bardzo dziękuję za pomoc przy tworzeniu wpisu Edycie Kowalczyk – docenianej stylistce paznokci. Jestem jej klientką odkąd pierwszy raz (w czerwcu) miałyśmy okazję się poznać.

Pani Edyta prowadzi salon Galeria urody – Świat Paznokci w Lublinie.

 

E

Pomarańczowe beGlossy

URODA 2014-08-21 4 Comments

glossybox lato 2014glossybox

Myślałam, że nic mnie nie zaskoczy w ten iście jesienny dzień. Zaskoczyło. Letnie orzeźwienie (:
W samą porę Panie Glossy. W całym domu w dwie sekundy zapachniało apetyczną pomarańczą.

Co dostałam w sierpniowym pudełku – niespodziance? a dużo, bo:

  • Hypoalergiczny żel do mycia twarzy i ciała – Iwostin sensitia
  • Matowy top coat do paznokci – Nails inc.
  • Glicerynowe mydło pomarańcza z chilli – Organique
  • Balsam do ust, pomarańczowy sorbet – Organique
  • Zestaw korektorów – Concealer Quad
  • Rozświetlający krem liftingujący – Cashmere illuminator
  • Glicerynowy krem z wit. E, B2 i kamforą – Moistrising Skin Cream
  • Balsam 3 w 1, masło pomarańczowe i masło shea z wit. E – Joanna

Markę Organique uwielbiam za wydajność i długo utrzymujący się na skórze zapach.
Matowy top coat chyba powędruje na w inne ręce, bo mój manicure ogranicza się ostatnio do żelu bezkwasowego, który wykonuję u manicurzystki.
Zaś najbardziej ciekawa jestem kremu rozświetlającego i korektorów, bo uwielbiam testować makijażowe nowości.

Wszystko znajdzie swoje zastosowanie; zwłaszcza na poprawę humoru w nadchodzące, chłodniejsze dni :)

glossybox lato

To już moje trzecie pudełeczko z półrocznej prenumeraty. Jeśli lubicie oczekiwać i być zaskakiwane nowościami kosmetycznymi, to polecam zamówić właśnie większą ilość Glossy, bo w pakiecie 6-miesięcznym jedno jest gratis. :)



beglossy new Image Banner 750 x 200